Strona 3 z 4 • Znaleziono 181 postów • 1, 2, 3, 4

Zobacz cały wątek

Twoje uwagi o kondycji polskiego muzealnictwa są niezwykle trafne. Jednak muszę zwrócić Tobie uwagę na jedną istotną kwestię. Żeby cokolwiek w nim zmienić, to musiałaby być wola ku temu, a tej - niestety - nie widzę.



Oj tak. Żeby nie strzępić języka po próżnicy, to moje SRH ma przykre doświadczenie z MLP w Krakowie, jak to nas dość dziwacznie wystawiono przy okazji organizacji tegoroczengo Pikniku Lotniczego. Jest o tym stanowisko naszego prezesa na Odkrywcy w dziale "rekonstrukcje", nie będę się powtarzać. Ogólnie z moich doświadczeń z muzeami to tak wygląda, jakby jeden z drugim dyrektor był poprostu urzędnikiem państwowym (w najgorszym tego słowa znaczeniu) skierowanym "na odcinek muzealny" i czekający na jakiegoś kopa na ciekawsze stanowisko...

Co do reszty - to jest temat rzeka pt: Jakość polskiego muzealnictwa. Akurat to co przy szczupłości środków robia w MBP jest ze wszech miar godne najwyższej pochwały.



Jak widzę zdjęcia (nawet tego biednego StuGa), to aż mi żal tych pasjonatów, bo widać że wkładają masę serca, ale środków mało. Tylko żeby to miało "ręce i nogi" to nie wystarczy przekształcenie MBP (kurcze, co za skrót - pewnie kombatantom ciarki po plecach przechodzą) w placówkę Ministerstwa Kultury. Może i nawet lepiej nie robić z tego placówki MKiS Fundacja by tym znacznie lepiej zarządzała, bo to co państwowe ma poprostu tendencję do przejadania i marnotrawienia środków. Ile w to by nie wlać, zawsze gdzieś wycieknie, albo utknie. Nie zarzucam tu nikomu kradzieży, a co najwyżej niegospodarność i bałaganiarstwo. Parę lat temu zwiedzałem zbiory Arsenału we Wrocławiu. Monumentalna eskpozycja, zwłaszcza zbiory p. Kijaka to coś niesamowitego... ale te panie w papuciach i hałatach to poprostu żal bierze... A tak super możnaby to wszystko pokazać...

Gwoli ścisłości - fundacja nie jest moja,



Jasne Już mnie Jazłowiak "egzaminował" z tego, co to jest fundacja Fundacja to kapitał reprezentowany przez konkretne osoby
Data: N 29 cze, 2008 01:47
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 128
Wyświetleń 21586

 

Zobacz cały wątek

to dla tych chto prypadkom ne zboaczyl toho na sajcie:

Związek Młodzieży Białoruskiej
ma zaszczyt zaprosić wszystkich zainteresowanych do udziału w prezentacji:
"Dwujęzyczne nazwy w Unii Europejskiej - możliwości i szanse
Двухмоўныя назвы ў Еўразвязе - магчымасці і шанцы"
która odbędzie się 19 grudnia 2009 (piątek)
w Muzeum i Ośrodku Kultury Białoruskiej w Hajnówce (ulica 3 Maja 42).
Początek prezentacji o godzinie 10.00.

Celem prezentacji jest ukazanie rozwiązań i możliwości wprowadzenia języka mniejszości narodowej jako języka pomocniczego oraz wprowadzenia dwujęzycznych nazw miejscowości na przykładach innych państw Unii Europejskiej oraz gmin w Polsce, gdzie takie rozwiązania już funkcjonują.

W roli prelegentów udział wezmą przedstawiciele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz gmin, w których wprowadzono język mniejszości narodowych jako urzędowy język pomocniczy i dwujęzyczne oznaczenia miejscowości. Prezentacji towarzyszyć będzie otwarcie wystawy fotograficznej "Dwujęzyczna Europa" prezentującej funkcjonowanie nazw dwujęzycznych w krajach Unii Europejskiej.

Prezentacja skierowana jest przede wszystkim do przedstawicieli władz samorządowych gmin zamieszkałych w dużej mierze przez białoruską mniejszość narodową, oraz do przedstawicieli środowisk lokalnych.

Program prezentacji

19 grudnia 2008 (piątek)
Muzeum i ośrodek Kultury Białoruskiej w Hajnówce (ul. 3 maja 42)

10.00-11.00
Otwarcie i prezentacja wystawy fotograficznej "Dwujęzyczna Europa"

11.00 - 12.30
Prelekcje gości prezentacji:
Pan Dobiesław Rzemieniewski - Naczelnik Wydziału Mniejszości Narodowych i Etnicznych Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji,
Pan Bernard Gaida - Wiceprzewodniczący Towarzystwa Społeczno - Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim
Pan Witold Liszkowski - Wójt Gminy Puńsk

12.30 - 13.00
Przerwa na kawę

13.00 - 14.00
Czas na dyskusję i wnioski

14.00
poczęstunek i zakończenie prezentacji

i pytannie.
dascia sztos zrobiti z dwochmounymi nazowami na bielastocczyznie? dumejete ze sztos zmienicca? i czy w ohole toje jest potrebne wg was?
bo moze nikomu toje nawet potrebne ne jest do szczascia?
Data: Sro Gru 10, 2008 12:33 am
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 4
Wyświetleń 570

Zobacz cały wątek

Witam,
Chciałabym poinformować wszystkich na temat bardzo ciekawej oferty, która myśle, że Was zainteresuje. Mianowicie. Firma BTA Kompas - firma, która zajmuje się wypoczynkiem dzieci i młodzieży oferuje, ostatnio bardzo rozchwytywane, obozy w czasie ferii zimowych pod nazwą Winterkamp.

Projekt wInterkamp to pomysł na rozbudzenie Pasji poprzez zabawę, naukę i aktywny wypoczynek.
Projekt ten skierowany jest do młodzieży, która ma ochotę przeżyć fascynującą przygodę w świecie sztuki i nauki, poczuć smak szału twórczego, odkryć w sobie nowe talenty, rozwijać swoje zainteresowania wraz z innymi podobnymi sobie.
Kadra wInterkampu to doświadczeni, pełni pomysłów i Pasji wychowawcy i instruktorzy, którzy z ogromnym zapałem dzielą się swoją wiedzą z Uczestnikami, rozbudzają ich wyobraźnię, wskazują nowe drogi twórczych wędrówek, pomagają w zdobywaniu i rozwijaniu wielu cennych umiejętności.
wInterkamp to propozycja tygodniowych warsztatów twórczych dla dzieci i młodzieży, którzy chcą aktywnie spędzić ferie zimowe. Zajęcia realizowane są w poszczególnych blokach tematycznych.
Sądzę, że większośc z Was zainteresuje wiadomośc, iż organizowane są obozy mangowe na których odbywają się zajęcia z kultury Japonii - szycie strojów na cosplay, powrót w czasy samurajów i gejsz, gdzie każdy ma okazje zrobic swoje własne sushi przy pięknie przyrządzonej herbacie według prastarych zasad kultywowanych do tej pory w samej Japoni, lekcje języka japońskiego dla mniej i bardziej zaawansawonych i wiele, wiele ciekawych atrakcji związanych z tematycj Japonią.
Wiele osób przebywających na obozach ma możliwośc doskonalic się na warsztatach komiksowych, gdzie poznaje się tajniki rysowania mang oraz tworzenie wartkiej i ciekawej fabuły.
Oraz wiele, wiele innych.
więcej szczegółów na

Będę zaszczycona mogąc "powiesic" tą informację na waszym forum oraz móc odpowiadac na wasze pytania :)

Btw. wiem, że nie koniecznie może to was zainteresowac ( ze względu na wiek, ale sądzę, że każdy z was ma jakieś bratanka, bratanice, kuzynke etc. którzy szaleją na pkt tej kultury :P )
Data: 2008-11-12, 20:15
 
Wątek: Zobacz temat
Wyświetleń 100

Zobacz cały wątek

Cytat: Przecież ewolucjonizm społeczny bazuje na biologicznym. Bez niego nie ma sensu.



Wcale nie. Poza tym ewolucjonizm w naukach społecznych był długo przed Darwinem. Ewolucjoniz w biologii podpatrzył metopdy wyjaśniania ewolucyjnego w naukach społecznych a nie odwrotnie.
Mam na to pare dowodów ale nie chce mi się zamieszczać fragmentów mojej pracy.

Prosty przykład - ewolucja języka. Jak tworzą się dialekty? dlaczego ludzie w jednym miejscu mówią troch e inaczej niż w innym. Co się dzieje z gwarą więzienną?

To wszystko jest EWOLUCJA języka. Pewne wspólnoty stają się mniej dostępne, bardziej hermetyczne i bardziej lub mniej świadomie tworzą własne słowa, pojęcia i tak dalej.

Podobnie w biologii i odkryciem Darwina na wyspach galapagos - totalnie odcieta wyspa i istnienie tam gatunków nie istniejących gdzie indziej. JAK TO SIĘ STAŁO? Dla niektórych sprawa jest prosta - pare zwierzat wypadło z Arki Noego i o własnych siła dopłynęło do wyspy

Obie ewolucje oczywiście się wspierają ale nie mam przekonania czy jedna nie może istnieć bez drugiej. W ewolucji społecznej tez nie jest ona nakierowana na CEL. Nie ma praw ewolucji i celu - to są założenia marksistowskiego historycyzmu, mnie osobiście bardzo obcego.

I co do ewolucji - nie jest to nieustanny postęp, zdarzają się oczywiście momenty stagnacji lub nawet degradacji (patrz PRL ) ale obecnie najczęściej stagnacja lub degradacja wynika z przeceniania ludzkiego rozumu i jego zdolności do "uporzadkowywania" świata.

ZDrówko

EDIT> Zwróć też uwagę, że ewolucjonizm społeczny może być wyjasniany równie dobrze wyłącznie na bazie ewolucjonizmu teistycznego - tutaj akurat wszystkie ewolucje społeczne i rozwój kultury dokonuje się W OBRĘBIE GATUNKU. Oczywiście istnieje także etologia czyli nauka porównawcza zachowania zwierząt i choć nas to może razić ale wiele rodzajów zachowań i sposobów radzenia sonbie z problemami dzielimy z instynktownymi zachowaniami zwierząt.
Data: Pią Maj 19, 2006 8:10 am
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 171
Wyświetleń 13274

Zobacz cały wątek

Cytat: Wcale nie. Poza tym ewolucjonizm w naukach społecznych był długo przed Darwinem. Ewolucjoniz w biologii podpatrzył metopdy wyjaśniania ewolucyjnego w naukach społecznych a nie odwrotnie.Mam na to pare dowodów ale nie chce mi się zamieszczać fragmentów mojej pracy.

Cytat: Prosty przykład - ewolucja języka. Jak tworzą się dialekty? dlaczego ludzie w jednym miejscu mówią troch e inaczej niż w innym. Co się dzieje z gwarą więzienną?

To wszystko jest EWOLUCJA języka. Pewne wspólnoty stają się mniej dostępne, bardziej hermetyczne i bardziej lub mniej świadomie tworzą własne słowa, pojęcia i tak dalej.

Cytat: Podobnie w biologii i odkryciem Darwina na wyspach Galapagos - totalnie odcieta wyspa i istnienie tam gatunków nie istniejących gdzie indziej. JAK TO SIĘ STAŁO? Dla niektórych sprawa jest prosta - pare zwierzat wypadło z Arki Noego i o własnych siła dopłynęło do wyspy

Cytat: Obie ewolucje oczywiście się wspierają ale nie mam przekonania czy jedna nie może istnieć bez drugiej. W ewolucji społecznej tez nie jest ona nakierowana na CEL. Nie ma praw ewolucji i celu - to są założenia marksistowskiego historycyzmu, mnie osobiście bardzo obcego.

Cytat:
EDIT> Zwróć też uwagę, że ewolucjonizm społeczny może być wyjasniany równie dobrze wyłącznie na bazie ewolucjonizmu teistycznego - tutaj akurat wszystkie ewolucje społeczne i rozwój kultury dokonuje się W OBRĘBIE GATUNKU.

Cytat: Oczywiście istnieje także etologia czyli nauka porównawcza zachowania zwierząt i choć nas to może razić ale wiele rodzajów zachowań i sposobów radzenia sonbie z problemami dzielimy z instynktownymi zachowaniami zwierząt.



Człowiek jest cześcią natury, toteż nic dziwnego że szereg impulsów posiada razem ze zwierzętami (instynkt samozachowawczy , troska dzieci itd..) natomiast odróznia go zdecydowanie umysłowość.
Szympans nie jest zdolny do " myślę więc jestem"
Data: Pią Maj 19, 2006 5:25 pm
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 171
Wyświetleń 13274

Zobacz cały wątek

Cytat: [b]Ej Durszlaczki

btw.Ma ktoś test z kultury języka ?????????????



ja mam ten jeden test ktory wtedy razem pisalysmy;) ale to tylko jeden rzad;) tak sobie pomyslalam ze sie wymienimy ale Ty chyba zgubilas wysle Ci pozniej moj jak chcesz
Data: 2008-06-12, 13:40
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 2442
Wyświetleń 104572

Zobacz cały wątek

heh
mam taskie jedno pytanie, może mi ktoś napisać jakie nazwiska byly dwa inne do odmiany z kultury języka na kole? bo ja mam ten rząd co są nazwiska Reszka i Jałko czy jakies takie tam. i brak mi kartki do nauczenia sie z tego drugiego rzędu...
Czy jakby ktoś mial z tego drugiego to może mi skana przesłać albo napisac co tam mniej wiecej było, bo musze sie naedukować tego do soboty ech :-/
dzieki !

:*:*:*:*:*:*:*:*
Data: 2008-06-19, 12:32
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 2442
Wyświetleń 104572

Zobacz cały wątek

Cytat:To do mnie ? Przeciez on sam napisal, ze jest tepy. A co do analfabetyzmu, to przeczytaj pare jego postow, a sam galy wybaluszysz.
A tak poza tym, to kim ty tu jestes, zeby decydowac o czyims banie ? Moim zdaniem to wlasnie za takie podzeganie powinno sie dostac bana.
Przepraszam Nr. Uno, nie chcialem cie obrazic, ale to jest publiczne forum, wiec sie nie dziw, ze ktos ci zwraca uwage na pisownie. Nikt ci nigdy nie mowil, ze jesli nie bedziesz sie uczyl ortografii, to pozniej sobie w przyszlosci nieraz wstydu narobisz ? Poprawne pisanie w ojczystym jezyku jak najbardziej zalicza sie do wspomnianej przez Polaka kultury.
A zreszta skoro z ciebie taki "numer jeden", to pokaz, ze potrafisz normalnie pisac



Po pierwsze - zanim posłużysz się jakimś wyrazem, sprawdź w słowniku jego znaczenie. Jeżeli będziesz posługiwał się słowami, których nie rozumiesz, to, i tutaj zacytuję Ciebie, "później sobie w przyszłości nieraz wstydu narobisz". Analfabetyzm to brak umiejętności czytania i pisania a nie robienie błędów ortograficznych. Uporczywe robienie błędów ortograficznych może być przejawem dysortografii, która jest rodzajem zaburzenia w pisowni, które przejawia się w odstępstwach od prawidłowego zapisu wyrazów, w tym w robieniu ortograficznych błędów.

Kim jestem? Jak pewnie zauważyłeś na forum piszę posty pod pseudonimem Tomahawk. Mieszkam w Poznaniu. To tyle.

Nie decyduję o czyimś banie i nikogo, jak to określiłeś, nie podjudzam. Zwracam tylko uwagę na objawy braku kultury na naszym forum. I Tobie właśnie zwróciłem.

Poprawne pisanie w ojczystym języku jak najbardziej zalicza się do wspomnianej przez Polaka kultury. Tak napisałeś i z tym się zgadzam. Nie rozumiem jednak dlaczego pouczasz innych skoro sam nie stosujesz zasad języka polskiego, robiąc błędy ortograficzne. Nie wiem czy słyszałeś o czymś takim jak znaki diakrytyczne. Są to uzupełniające znaki graficzne, umieszczone nad lub pod literą w zapisie ortograficznym i fonetycznym. W cytacie z Twojego postu zakreśliłem Ci je na czerwono co byś mógł je lepiej rozpoznać. Ty masz je jednak gdzieś i nie interesuje Cię, czy ich brak przeszkadza innym czy nie przeszkadza. Za to Tobie błędy ortograficzne przeszkadzają u innych. Chylę czoła przed Twoją filozofią.

P.S. O znakach diakrytycznych dowiesz się więcej z encyklopedii PWN albo słownika języka polskiego.

Tomahawk
Data: Pn 31 maja, 2004 18:24
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 97
Wyświetleń 4780

Zobacz cały wątek

Cytat: Mgr Peplińska! (dokładnie Peplińska-Narloch i lepiej tak napiszcie w indeksie przed sesją!). A jej przedmiot to praktyczna stylistyka.



Pani mgr jest bardzo miła. Chociaż koła z kultury języka były trudne.
Data: 2008-09-29, 22:18
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 7697
Wyświetleń 675589

Zobacz cały wątek

Drogi smoku!

Macie wiele wspólnego z fundamentalistą i jakoś się dogadujecie.
Mam tylko do ciebie pytanie:
napisałeś:
Duch Boga nigdy nie prowadzi do redefinicji wyrazów i pojęć, tworzenia jakichś nowych i zupełnie obcych Biblii konceptów. Trudno prowadzić wspólne studium Słowa z kimś, kto przeczy podstawowemu znaczeniu tekstu tylko po to, żeby mu wyszło coś osobliwego. Przyjmując już na wstępie różne punkty odniesienia i definicje prostych pojęć, po prostu będziemy rozmawiać jak gęś z prosięciem (prosię tradycyjnie biorę na siebie). Szkoda czasu i energii moim zdaniem.
Co to jest podstawowe znaczenie tekstu? Tak mi się wydaje że chcesz jakoś "uciec" od odpowiedzi na to pytanie. Więc sprecyzuję: czy uznajesz że należy używać współczesnej egzegezy, która zajmuje się m.in. znaczeniem wyrazów Biblijnych? Czy też zdać się tylko na "zdrowy rozsądek" i rozumieć te wyrazy w bezpośrednim obcowaniu z tekstem.
Ta ostatnie jednak metoda jest cokolwiek niewystarczjąca - wystarczy zobaczyć na Twoją drogi Smoku dyskusję z Fundamentalistą. On czyta, ty czytasz i dogadać się nie możecie. A każdy z was mówi że tylko Biblię czyta, że literalnie rozumie tekst.
No więc Smoku czy przyjmujesz jakieś możliwości badania biblijnego tekstu przez "ludzkie" nauki np. egzegezę, historię języka, historię kultury itd. Czy to w ogóle jest potrzebne dla zrozumienia Pisma? Czy potrzebne są badania dla lepszego zrozumienia czym dla biblijnych Żydów była np. Pascha albo jakie znaczenie miała dla nich krew, lub jaką wizję świata mieli, albo też z jakimi sąsiadami żyli w poszczególnych czasach, z kim staczali (historycznie rzecz biorąc) bitwy (np. w Megiddo). Albo czy potrzebne jest badanie historyczne dotyczące spisu ludności na który wybrali się Maryja i Józef do Betlejem? A wreszcie czy potrzebne są badania dotyczące Żydowskiego "sposobu wyrażania się" - myślę tu o midraszach, przypowieściach itd. Tj. jaki sens przypisaywali Żydzi tym gatunkom. Na ile traktowali je literalnie a na ile "przenośnie" itd. Czy powinniśmy się zajmować takimi badaniami czy odpuścić sobie je kompletnie, zajmując się tylko czytaniem Pisma.
Czy takie badania w ogóle są potrzebne by lepiej zrozumieć ducha Biblii a tym samym Objawienia?

Pozdrawiam

frąfciu
Data: Wto Mar 06, 2007 11:12 am
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 307
Wyświetleń 23354

Zobacz cały wątek

Drogi Frąfciu,

Nikomu nie trzeba tłumaczyć, co to jest literalne znaczenie tekstu. Proste zasady interpretacji podałem na forum juz kilka razy. Od niczego nie uciekam, ale wydaje mi się, że to Ty koniecznie chcesz dodać ludzką filozofię do procesu interpretowania tekstu. Czytanie Pisma w jego kontekście kulturowym nie jest "ludzką nauką" lecz czymś normalnym, wręcz intuicyjnym. W końcu bezpośrednimi adresatami Pisma nie jesteśmy my, tylko ludzie żyjący tysiące lat temu. Natomiast do zrozumienia Pisma nie jest potrzebna ani filozofia Platona, ani Arystotelesa.

Warto pokornie słuchać tych braci w Kościele Powszechnym, którzy mieli, mają i będą mieć dar nauczania od Ducha Świętego (nie mylić z ludzką wiedzą). I należy ich słuchać nie zapominając o konieczności własnego rozeznania i niezbędnej dawki krytycyzmu. Dlatego są tacy bracia - nauczyciele, których szanuję, choć nie ze wszystkimi ich poglądami muszę się zgadzać.

Każdy wierzący i odrodzony człowiek, który posiada Ducha Świętego, jest w stanie karmić się Słowem Boży, które nie jest tylko książką. Natomiast wykładanie Pisma w ramach nauczania to trochę coś innego i wymaga wiedzy na różne tematy. Osobiście wydaje mi się, że Fundamentalista nie bardzo odróżnia karmienie się Słowem Bożym od wykładania Słowa Bożego. Ale to jest jego problem.

Fundamentalista często zmienia proste znaczenie konkretnych słów i pojęć na swoje własne, co kilkakrotnie zostało mu przeze mnie wytknięte i można to sobie poczytać. Gdyby nie owe redefinicje, najprawdopodobniej łatwiej byłoby nam się porozumieć.

No i najważniejsze - zarówno Fundamentalista jak i ja jesteśmy narodzeni na nowo z Ducha, co jest najistotniejsze. Dlatego zawsze jakoś się dogadamy. Różnice poglądów w kwestii Przyjścia Pańskiego są w porównaniu z posiadaniem zbawienia przez na obydwóch zupełnie drugorzędne. W przeciwieństwie do ludzi, którzy mają szeroką wiedzę na temat filozofii, historii języka i historii kultury, ale nie są zbawieni.
Data: Wto Mar 06, 2007 12:12 pm
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 307
Wyświetleń 23354

Zobacz cały wątek

Słowa "bredzić", "brednie" występują w każdym słowniku języka polskiego i użycie ich, w uzasadnionych przypadkach, w celu położenia nacisku na nieskładność, niespójność i brak sensu wypowiedzi, nie uchodzi za obraźliwe. Z pewnością nie jest to wulgaryzm. Nie napisałem przecież "Nie pier@#$ głupot" tylko "Proszę przestań bredzić..." Formy grzecznościowe zostaly zachowane. Nie widzę żadnych uchybień zasadom kultury osobistej.
Data: Wt 24 lut, 2004 14:20
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 479
Wyświetleń 17928

Zobacz cały wątek

Cytat:Ale tak jest przy każdym filmie. Gorzej - to u nas jest zwyczaj kręcenia filmów rok po zakończeniu pisania scenariusza. W USA (ale oni się nie znają na tym jak to się robi w cywilizowanym kraju) większość producentów (tych co wykładają kasę, nie tych, którzy nadzorują produkcję) dostaje tylko koncepcję filmu. A scenariusz często jest PISANY podczas kręcenia filmu. Mój ulubiony (choć trochę stary, ale za to najbardziej drastyczny) przykład to Casablanca. Ani w momencie kiedy zaczynali kręcić film, ani w momencie kiedy go skończyli kręcić scenariusz nie był gotowy. Aktorzy grali pierwsze sceny nie mając pojęcia jak film się skończy, a dopiero na etapie montażu uzgodniono ostatnie szczegóły. Tylko zmiana fryzury głównej bohaterki "uratowała" film przed kolejnymi zmianami scenariusza i kolejnymi dodatkowymi scenami.



1. Nie zawsze jest tak jak piszesz; znacznie częściej zmiany scenariuszowe są w zakresie szczegółów, a nie całościowej idei filmu; czasami przyczyną zmian sa np. ograniczenia budżetowe, gdy oikaże się, ze jakaś scena byłaby za droga w produkcji.
2. U nas problem jest taki, że mamy dofinansowywanie gniotów, które w większości nie oglądają światła dziennego, tym samym nie spełniając jednego z zacytowanych warunków dofinansowania - "znaczenia dla kultury i umacniania tradycji i języka" - *dzieło* nie nadające się do rozpowszechniania i kończące na półce studia filmowego, bo nikt nie chciał tego wziąć do kin, nie ma szans na "znaczenie i umacnianie", ergo: w ogóle nie powinno zostać dofinansowane, jeżeli jego pierwotna koncepcja zakładała powstanie filmu nieoglądalnego., ewentualnie dotacja powinna być cofnięta na etapie kręcenia, gdy okaże się, ze w efekcie wyjdzie nieoglądalny gniot.
Takie "eksperymenta" to niech sobie "tfurcy" robią za pieniądze własne albo chętnych sponsorów.

Ja bym sobie np. obejrzał film w stylu "9. kompanii" - tam wszysto jest spójne, logicznie uzasadnione, łącznie z elementem "filmowej golizny". Niestety, problem w tym, że nie mamy nowocześnie wykształconych reżyserów ani scenarzystów, stąd wychodzą kichy.
Data: Śr 17 wrz, 2008 01:46
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 328
Wyświetleń 6699

Zobacz cały wątek


Wieczór rosyjski

COOLture working group – prężnie działająca grupa robocza krakowskiej anteny AEGEE po raz kolejny , zachęcona sukcesem i pełnym entuzjazmu odbiorem poprzednich wieczorków tematycznych, podejmuje się przybliżyć wszystkim miłośnikom kultur innych narodów kolejny barwny obszar tradycji, historii i sztuki, a także tajemnice życia codziennego. I choć zadanie wiązać się będzie z ogarnięciem aż 12 stref czasowych i wybraniem się w długą podróż, CWG zaprasza na spotkanie z naszym sąsiadem – z Rosją.

To będzie jedna z niewielu okazji by przebyć bezboleśnie syberyjski trakt prowadzący ku najwyższym szczytom Uralu, wkroczyć w świat nieziemskich krajobrazów i rdzennych mieszkańców Autonomicznej Republiki Komi, posilając się przy tym prawdziwie rosyjskimi specjałami i gasząc pragnienie herbatą. I choć atmosferę podgrzewać mają nie tylko napoje z samowaru, ale i inne klasycznie rosyjskie trunki, to zamierzeniem organizatorów jest wyjście poza wąskie stereotypy i wieloaspektowa prezentacja kultury rosyjskiej jako przeciwwagi dla popularnego dziś spojrzenia na ten kraj przez pryzmat socrealistycznej kolorystyki. Dlatego należy oczekiwać próby odpowiedzi na pytanie jaka dziś jest Rosja i jakim rytmem żyje jej stolica. Pomocna ma być w tym lekcja języka i poznanie zwyczajów i tradycji bez których każda wizyta na wschodzie byłaby niepełna i pozbawiona smaku. I właśnie to rozbudzenie apetytu na podróże niewątpliwie skłoni większość gości do udziału w nieszablonowym konkursie nie tylko przynoszącym satysfakcję uczestnikom, ale i szansę na atrakcyjne nagrody, a w dalszej perspektywie może sprawi, że za cel kolejnych wakacji obrana zostanie właśnie Rosja. Dla znużonych pełnymi liryki pieśniami lub dźwiękami współczesnej rosyjskiej sceny muzycznej i tych, których nadmiar słodkich blinów przeniósł wspomnieniami do dzieciństwa, czekać będzie dobranocka.

To wszystko: czar muzyki i sztuki, miękka melodia języka, magia Uralu, bezdroża Syberii, a nawet pełne ciepła rosyjskie bajki – strawa dla ducha i ciała czekać będzie na uczestników kolejnego wieczorku narodowego CWG krakowskiego AEGEE. Dla wszystkich, którzy zdecydują się przyjść do hostelu Good Bye Lenin w piątek 14 marca o godzinie 17:00 zapowiada się prawdziwie „biała noc”.

14.03.2008, piątek
godzina 17:00

Hostel Good Bye Lenin
ul. Berka Joselewicza 23
Kraków

Wstęp wolny!
Data: Czw 13 Mar, 2008 23:15
 
Wątek: Zobacz temat
Wyświetleń 163

Zobacz cały wątek

Szkoda że nie wiem jak masz na imię? Podoba mi się to, że co do kultury mamy podobne zdanie. Jednak w poprzedniej wypowiedzi...przeczytaj dokładnie, byłeś trochę innego zdania, hmmm. Tak w ogóle to zmieniasz, zmieniamy temat. Było Ruś Kijowska.
Mam wrażenie, iż jesteś pod wpływem "nowej bo to nie grecka tylko jakaś polityczna odmiana ostatnich 200 lat" demokracji UE. Do tego właściwie zmierzasz. Skończyliśmy z komunizmem i to dobrze. Lecz za rusz owa UE demokracja nie przypomina tej greckiej, wyniosłej i kulturalnie rozwiniętej. Ja się nie trzymam UE, przymykam oczy czytając sobie o greckich polis.
Nie da się pominąć nawiązań historycznych. Jak chcesz tego uniknąć chcąc mówić o tym jakie Polska ma odniesienia kulturowe? No mnie nie przekonałeś (z wyjątkiem zgody co do dwóch tez postawionych wyżej) ze swoim zdaniem o podobieństwach kultury z któej czerpiemy i do kogo nam bliżej. Przypomnij sobie że na szczęście ludzie przed wyborami do UE mieli wolny wybór (jednak oblicze demokracji - lecz wymagamy chyba więcej) i była też rozmowa o tym czy Polska należy do Europy wschodniej czy jest państwem środkowoeuropejskim. I właśnie takim jest. Jest środkiem Europy. Lecz panowie politycy (którzy moim zdaniem nie mają żadnej klasy jak chociażby przedwojenny Beck) widząc pieniążki stwierdzili że Polska jest krajem zachodnioeuropejskim. Mnie tam w Polsce niczego nie brakuje (może czasami tęsknię za polskimi wyrobami, za polskim przemysłem jak np. polskie komputery typu Bosman czy Elwro było z tym kupa zabawy a przede wszystkim rodzime) - czy my nie umiemy czekać, czy to że Tonsil wytwarzał dobry sprzęt było złe. Po co mamy robić coś na pokaz, coś dla kogoś lub gonić światowe normy. Bądźmy zadowoleni z własnej wytwórczości. Ja nie chcę przynależeć do zachodniej kultury bo się nie czuję, duszę się i czegoś mi brakuje, może języka, może przyjaźni jaka panowała w latach 80-tych między pokrewnymi sobie państwami. Oczywiście bez obłudy i komunistycznego zakłamania.
Kończąc wspominam Polską wielką, Polskę od morza do morza, sarmacką i takżę Polskę Długosza. Czy Jan Długosz na dworze Jagiellończyków w swoich kronikach pisał kiedykolwiek o tym że Hiszpanie czy Anglicy są naszymi braćmi? Pomyśl tylko, zahaczał, mówiąc jak to jest dla nas groźne o domy Habsburgów, wcześniej Luksemburgów. Wszak o nas Polakach mówią Piastowie i czy spuścizna nie ma innego kierunku, innego pochodzenia? Przecież te domy jeszcze współcześnie wykańczały nasz kraj, dziś mamy się z nimi sprzymierzać. Habsburgowie (a zdarzyło się że Jan 3 Sobieski pomógł im pod Wiedniem) wykończyli nas rozbiorami. Pewno że przyjaźń z Anglią może być nową historią lecz jakie będą skutki, kto to może przewidzieć. Historia uczy polegać na starych przyjaciołach. Ja opierałbym się na Czechach, Litwie. Właśnie te małe kraje, w nich mnóstwo przyjaciół. Nie gońmy za szybko. Kto nas goni Panowie szlachta!
Data: Wto 10 Cze, 2008 06:23
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 109
Wyświetleń 14973

Zobacz cały wątek

Cytat:Jestem pewien, że we Francji istnialy gminy żydowskie, a nawet żydowskie wioski. Co do wykształcenia ja absolutnie nie podważałem twoich słów. Wiem, że w każdej społeczności są wykształceni ludzie i tzw. margines społeczny. Chodziło mi o to, że wykształceni Żydzi nawet po emigracji nie na wiele byli przydatni społeczeństwu jeżeli słuzyli tylko i wyłącznie swoim ziomkom... a tak było z wieloma nauczycielami, lekarzami, finansistami. Nie chodzi nawet o ortodoksów ale o swoiste tworzenie wspólnoty. I na koniec żeby nie było nieporozumień ja wcale nie uważam, że to jest jakaś straszna wada Żydów. Wręcz przeciwnie. Mało narodów może pochwalić się taką wspólnotowością [no chyba Chińczycy tylko ale oni tak silne więxi odczuwają raczej w ramach rodziny].

Oczywiście że istniały gminy żydowskie. Gminy tworzą się na całym świecie, nawet w Polsce mamy kilka. Ale w wioski żydowskie w stylu sztejtł nie uwierzę. To był fenomen polsko-ukraiński, do pewnego stopnia też rosyjski, ale w większości krajów europejskich ziemi nie było/ była zbyt droga/ Żydów z niej wyganiano miast osiedlać w czasach, gdy powstawały sztejtł.

Co do poczucia wspólnoty... tu też się srodze mylisz. Niemieccy Żydzi mieli tę komfortową sytuację, że do czasów Hitlera czuli się (i często byli) Niemcami. Tak religijność, jak i znajomość kultury czy języka była na poziomie minimalnym. Od czasów średniowiecznych i renesansowych pogromów wiele się zmieniło i asymilacja była bardzo dalece posunięta.

Mówienie w Jidysz było w złym tonie (jako że był to spsiały niemiecki) i mało kto to praktykował. Dlatego nauczyciele byli niemieckimi nauczycielami, a lekarze - niemieckimi lekarzami. Po emigracji, w sposób jak najbardziej do przewidzenia, spora część Żydów starała się nawiązać kontakty z Gminami, ale bez przesady. Lekarz mógł wykonywać praktykę gdziekolwiek (w owych czasach nawet w Polsce nie było monojęzycznych lekarzy), podobnie z naukowcami. Patrz casus Einsteina.

Oprócz tego, nawet gdyby na emigracji tworzyli ściśle zamknięte wspólnoty, to służba swojej gminie jest też służbą całemu społeczeństwu. Jeśli lekarz otwoży praktykę w samym środku Greenpointu, to nie będzie przecież lekarzem tylko dla Polaków, czyż nie?

Do pewnego stopnia to, o czym mówisz, jest prawdą w odniesieniu do każdej emigracji. Ale tylko do pewnego stopnia, reszta to wyolbrzymienie.

Aha, jeśli masz ochotę: wpadnij do którejś z polskich gmin - zobaczysz jak to wygląda.
Pozdrawiam
Data: Cz 25 wrz, 2003 18:12
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 20
Wyświetleń 1994

Zobacz cały wątek

Cytat:

Sławku, różnica być dyslektykiem, a 1. wypisywać takie pierdoły, 2. zachowywać się chamsko i bezczelnie, tak też pisać do innych uczestników forum... !



Wydawało mi się, że temat dotyczył ortografii, dlatego tu zajrzałem. Z dyslektykiem to był żart. Ja wyraziłem jedynie opinię, że na forum dowolność terminologiczna nikogo (prawie) w oczy nie kole, wręcz jest mile widziana, a analogiczna dowolność pisowni - afera.
A co do wypisywania pierdół, ordynarnego i bezczelnego, aroganckiego zachowania, to znam tu takich, którzy są za to lub pomimo tego uwielbiani, więc nie bardzo potrafię rozeznać, czemu akurat Robertowi miałoby nie być wolno.
Pozdrawiam Sławek

no tak, nie ma to jak refleks :lol:
Tak, niby to temat o ortografii, ale jakoś automatycznie przekształcił się w rozmowę dot ogólnej kultury języka, zapewne przez wcześniej prowadzone dyskusje...

Co do drugiej części Twojej wypowiedzi: tak owszem, są takie osoby na forum. Ale wypowiedź przesiana przekleństwami mniej mnie zdenerwuje, niż wypowiedź osoby, która świeżo po przyjściu na forum wyzywa innych od psów, mówi, że mają siedzieć cicho i że są niedokształceni.
Jakby tu chodziło o same przekleństwa, to rzeczywiście byłabym przeciwko połowie świata, ale .. tu chodzi o zwykłe poszanowanie dla drugiej osoby, choćby minimalne..!

Robercie, guy to facet. Gay to owszem po angielsku, ale ile osób tak mówi? Wersja polska: gej. Nie pedał, tylko gej.
To tak jakbyś mi teraz wciskał, że nie mówi się no nie wiem... "ignorować", bo podobnie jest po angielsku i dlatego formą oficjalną jest "pierdolić".
Czy muszę być gejem, żeby obraziło mnie używanie słowa "pedał"?
Tak samo: czy muszę być czarna, żeby mnie obraziło, jeśli ktoś nazwie mojego czarnego kolegę "czarnuchem"?

*Sfora psów mnie napadła * To cytat z Literacki a nie nazywanie kogoś PSEM koleżanko i należy go rozumieć w kontekście , poczytaj troszkę Literatury !

Niedoształceni , też nie jest obraźliwe , bo każdy z nas jest niedokształcony i cały czas musi się dokształcać , jednak jest to aluzja do tych co zabierają głos na forum na tematy w których im jeszcze dużo brakuje ,

Każdy wymądrza się jak tylko może i to drażni jeżeli ktoś gada bzdury w tematach technicznych , potem ktoś kto jest kompletnym Laikiem czyta to i uważa ze tak jest w rzeczywistości .

Chodzi o to żeby szanować czyjeś doświadczenia a nie kto mądrzejszy .

Jednak tak naprawdę Forum jest tylko po to żeby się kłócić i wymądrzać , a także po to żeby nasza racja była popierana i uważana przez innych , to przeważnie 99% forum , te następne 1% to podzielenie się z ludźmi swoimi doświadczeniami , pomoc w problemach itd.
Data: Listopad 27, 2008, 8:29 pm
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 53
Wyświetleń 3075

Zobacz cały wątek

Oj to pomieszalam ładnie z tym zaliczeniem ze sztuki negocjacji i kultury języka, hihi. Przepraszam za wprowadzenie w błąd.

Co do psychologii. To nie była osoba trzecia, tylko nasza nowa koleżanka, Ula, której mgr Nowalska przekazała tematy na ocenę zaliczeniową w momencie, gdyby ktoś chciał 4, ale nie był aktywny na zajęciach. Nie chcę znowu nikogo wprowadzać w błąd, ale tak to usłyszałam.

Pozdrawiam.
Data: Pon 20 Lis, 06 9:07 pm
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 349
Wyświetleń 69333

Zobacz cały wątek

Ponieważ przez parę ostatnich dni się nudziłem, dużo czasu spędzałem w bibliotece, parę ciekawych książek zdążyłem przeczytać.
    *Konfucjusz Księga pieśni - legendarna antologia starochińskiej poezji, która obrosła w wielostronicowe komentarze. Według tradycji ułożył ją Konfucjusz. Czyta się to całkiem sympatycznie, a dzięki współczesnemu przekładowi na wiersz biały można mieć nadzieję, że znaczenie oryginału nie zostało poświęcone w imię dążenia do rymów.
    *oprac. Robert Stiller Antologia literatury malajskiej - chyba jedyna tego rodzaju publikacja (Stillerowi prace nad malaistyką przerwała głupota cenzora, który skonfiskował ważną korespondencję naukową). Tłumaczenie prosto z języka oryginału, najciekawsze wydawały mi się wybory przysłów, zagadek i pieśni ludowych. Współczesna literatura malajska dość długo stanowiła ubogie naśladownictwo literatur holenderskiej i angielskiej - to w twórczości ludowej odzwierciedla się duch narodu.
    *Shi Naian Opowieści znad brzegów rzek - jedna z ważniejszych powieści chińskich z czasów dynastii Song, głównym bohaterem jest uczciwy urzędnik niskiego szczebla Song Jiang, który staje na czele zbójców, walczących z niesprawiedliwym rządem.
    Utwór pełen postaci z krwi i kości (Song Jiang jest uczciwy i dlatego nie znajduje miejsca w społeczeństwie ), akcja płynie wartko, bardzo dobrze się czyta - może dlatego, że to wybór (jakieś 600 stron).
    *Podróż do Nieuchwytnego - rozmowy z Krystianem Lupą - książka bardzo ważna, odsłaniająca wiele sekretów metody twórczej największego żyjącego polskiego reżysera teatralnego. O Jungu i Bernhardzie, o snach, Bogu i teatrze. Dla mnie rewelacja, bo Lupa umie formułować swoje myśli w bardzo intelektualnej, wymagającej, ale zarazem niepretensjonalnej formie.

    i na sam koniec

    *Miao Sing Wyznania chińskiej kurtyzany - to był pierwszy mój kontakt z kulturą (to się chyba zalicza do kultury) chińską... no i pewna, hmm... namiętność pozostała Przez jakiś czas nawet podejrzewałem, że to polska podróbka, a to za sprawą pewnej epizodycznej postaci o nazwisku Sokołowski Książka szczególnie ciekawi opisami wiadomo czego - ponieważ są tak zmetaforyzowane i poetyckie, bogate w typowo chińską symbolikę,że aż trudno dociec, o co chodzi. Raczej nie dla wielbicieli różowych landrynek

Data: 06-07-2008, 16:02
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 314
Wyświetleń 71641

Zobacz cały wątek

Grupa A może (powinna?) stawić się jutro przed godziną 12.30 na zajęciach z Kultury języka po wyniki z koła, chętni napiszą poprawkę, a najsolidniejsi mogą liczyć na wpisy.
Data: 2008-06-16, 14:42
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 2118
Wyświetleń 119851

Zobacz cały wątek

Właściwie już jest po herbacie - Ardenno i Fermina dzielnie wystąpili w obronie formy "chłopacy" i dyskusję można uważać za zakończoną - ale i tak wtrącę swoje trzy grosze, bo sedno sprawy nie zostało ruszone, spieranie się o poszczególne formy to ślizganie się po powierzchni.

Zacznijmy od tego, że nie jestem pewien, czy miejsce tego typu sporów jest na forum literackim. W jaki sposób norma językowa miałaby obowiązywać pisarza? Czy nie wolno mu używać form "niepoprawnych" w ogóle, bo "drażni oko czytelnika"? Czy tylko w ramach stylizacji? A co zrobić, jeśli trafi nam się naturalny talent pisarski po kilku klasach podstawówki - i urok jego stylu między innymi będzie polegał na tym, że nieświadomie odbiega od normy?
Nie mówiąc już o tym, że łaska normatywisty na pstrym koniu jeździ. Swego czasu przekopałem się przez tony porad językowych z ostatnich stu lat, "(...) w przepaść spojrzałem i zawołałem: Ciemno! Ciemno! Ciemno!" Norma tworzona jest ad hoc, kryteria jej ustalania są wzajemnie sprzeczne, i mimo usiłowań m. in. Andrzeja Markowskiego, który chciał jej nadać jakąś systemowość, silnie zatomizowana - każdy zawodowy poprawiacz pisze kilka manifestów Kultury Języka, w których roztacza piękną wizję spod znaku "Odpowiednie dać rzeczy słowo!", ale kiedy przyjrzeć się jego dorobkowi, widzimy masę izolowanych orzeczeń, często wysysanych z palca i uzasadnianych w sposób co najmniej wątpliwy.
Wśród wszystkich Kulturystów Językowych najbledziej - pod względem merytorycznym - wypada właśnie Miodek. Z kolei najrozsądniejszą, jeśli już, pozycją z ostatnich lat jest "Słownik wyrazów kłopotliwych" wspomnianego już tutaj Mirosława Bańki i Marii Krajewskiej. Nie warto lecieć na ładny garnitur ;)

O merytorycznej wartości tekstów normatywnych (czy jej braku...) mógłbym długo ;) A potem o wolności twórczej, że od swobody pisarskiej gramatykarzowi wara ;) Ale w sumie nie o tym chciałem.
Besserwisserska wypowiedź imć pana VV. "Ja i tak wiem lepiej". Symptomatyczne. I widać po tym - u Wolanda też coś takiego się pojawiło: "niby poprawne, ale przez gardło przejść nie chce" - że najpierw jest obrzydzenie językowe, pisałem już tu kiedyś, że to ewolucyjnie wbudowany mechanizm służący odróżnianiu "naszych" i "obcych" - dawniej był "szibbolet" i "soczewica koło miele młyn", teraz mamy "włanczam", "poszłem" i "se" - a dopiero na tę reakcję, bardziej emocjonalną niż intelektualną, nakłada się mniej lub bardziej udane "uzasadnienie": dlaczego coś, co istnieje, istnieć nie powinno ;>

Pytanie nie powinno brzmieć "czy coś jest poprawne" - bo co literatowi do tej drobnointeligenckiej gry salonowej "w poprawianie", której zasady zresztą są mętne - ale "czemu taka a nie inna forma SŁUŻY w tekście".

Najlepszego,
Ferlinghetti

P.S 1: @Woland - porównanie Miodka i Wołoszańskiego b. trafne ;)
P.S. 2: Sam mówię często "chłopacy", "buba" czy "ja pafnuczę" - bardzo lubię Włatców Móch ;)
Data: Sob Maj 31, 2008 3:59 pm
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 20
Wyświetleń 2377

Zobacz cały wątek

Panowie chciałbym uniknąć oceniania koncepcji obu przywódców już na starcie bez poznania szczegółów. Wiem, że trudno będzie.
Ponieważ nie znam „twórczości” ani Dmowskiego ani Piłsudskiego zadałem takie a nie inne pytania.
Czy to co jest zawarte w nocie na konferencję pokojową, to są wstępne propozycje negocjacyjne czy faktyczna koncepcja Dmowskiego?

Zarazem tego, że narodowy ruch litewski, jakkolwiek jeszcze młody. poczynił wszakże znaczne postępy, rząd polski uważa, że obszar języka litewskiego: gubernia kowieńska, część guberni wileńskiej na północo-zachód od linii Troki. Święciany, Jeziorasy, część guberni suwalskiej (Królestwo Kongresowe) na północ od Sejn. wreszcie część Prus Wschodnich. obejmująca dolny bieg i ujście Niemna, powinien być zorganizowany jako odrębny kraj w granicach Państwa Polskiego i powinien by otrzymać specjalny ustrój, oparty na prawach narodowości litewskiej.


Co znaczy odrębny kraj w granicach Państwa Polskiego?

Cytat:Eastman napisał/a:
Co Dmowski uważał za obszary z przewagą „żywiołu polskiego”?

Tam gdzie Polacy stanowili większośc mieszkańców, gdzie dominował język i kultura polska. To chyba oczywiste.



zupełnie na południu terytorium Wołynia z drobną cząstką zachodniego Podola, które zamieszkiwane są przez ludność mówiącą w większości po rusku, gdzie silna mniejszość polska reprezentuje jedyną siłę intelektualną i ekonomiczną kraju.

Oczywiste?
Przecież to bełkot jakiś jest. Silna mniejszość polska nie przekraczająca na Wołyniu 8-9% populacji. To ma być ta dominacja języka i kultury?

Cytat:gesio napisał/a:
(a nasz NDek Piotrek nazekal na Pilsudskiego, ze Wilno Marszalek Litwinom zabral

???? Czytanie ze zrozumieniem kuleje Nie mogłem narzekać na zabranie Wilna, gdyż zywioł polski stanowił tam ponad 50% ludnosci, podczas gdy litewski ok.2%. Po prostu uważałem, ze Piłsudski zrobi to w nieodpowiednim momencie i tyle. To tak gwoli wyjaśnienia



Moje czytanie ze zrozumieniem też BARDZO kuleje. Wyjaśnij mi proszę znaczenie poniższej wypowiedzi:

Cytat:Jego koncepcja Międzymorza, na którą nie przystawała Litwa i Czechosłowacja. Zwalczał więc oba te państwa. Chyba nie muszę Ci mówić, jakie stosunki z tymi państwami mieliśmy, a jak np.Czechosłowacja mogła nam pomóc we Wrześniu. Pogratulować Piłsudskiemu. Zajmując w ten sposób Litwę w 1920r. na trwałe zniechecił Litwinów do Polaków. Dlatego tak chetnie współpracowali oni potem z ACz. czy też Niemcami w zwalczaniu Polaków.


Dziękuję

Cytat:Natomiast nie widzę powodu, dla którego Polska miałaby się zrzekać własnego terytorium tylko dlatego, że jakaś nacja chce sobie stworzyć tam państwo.


A myślisz, że wielu Ukraińców widziało powody, dla których mieliby zrzekać się swoich terenów na rzecz jakiejś nacji (Lachów konkretnie), których przywódca (jeden z przywódców) chciał stworzyć sobie tam państwo?
Data: N 07 maja, 2006 18:56
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 21
Wyświetleń 1014

Zobacz cały wątek

co piąty? a to dobre, widocznie zmieniam się na lepsze Jakie to szczęście, że są na tym forum obrońcy moralności i kultury języka
Data: Wto Mar 18, 2008 9:03 pm
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 15345
Wyświetleń 392165

Zobacz cały wątek

Setka, bez przesady, trochę mnie znasz z czata (Lizzy_)

Właśnie tak się zastanawiałam od pewnego czasu, dlaczego nie zdawałes certyfikatu, skoro tak dobrze u Ciebie z niemieckim - teraz wszystko jasne. Chociaż powiem Ci, że mam koleżankę, która zdawała ze mną w zeszłym roku (zdała na "sehr gut", ja na "gut"), a ona też się wybiera na germanistykę, bo pała naprawdę niespotykaną chęcią zgłębiania tajników tego języka i niemieckiej kultury Ja tak wysoko nie mierzę, chociaż też radzą mi skierować się raczej w stronę języków, bo po prostu uważam, ze mimo wszystko nie dałabym sobie rady na germanistyce, chociaż niemiecki bardz lubię (ale muszę przyznać, że przez parę dni po egzaminie nie mogłam patrzeć na niemiecki programy, nastąpił przesyt i miałam dość wszystkiego co z tym językiem związane. Teraz jest już dobrze…). Może gdybym chodziła do klasy dwujęzycznej, z wykładowym niemieckim...O tak, wtedy, gdyby mi się oczywiscie niemiecki wcześniej nie znudził , z pewnością próbowałabym swoich sił na tym wydziale. Tobie życzę powodzenia na maturce i potem na germanistyce:) Będę już miała dwoje znajomych na tych studiach…Co pozwala mi liczyć, że kiedyś ktoś mnie do Niemiec zaprosi:D Hehe A właśnie, Setka, Ciebie ciągnie bardziej w stronę Niemiec, czy np. Austrii? Bo moja koleżanka ma świra na punkcie Austrii:D Podejrzewam, że to dlatego, iż się jej udały swego czasu wakacje w Wiedniu. Ja byłam tylko w Berlinie i Poczdamie – raptem dwa dni:(

PS. Nie ma sprawy, naprawdę jak tylko przeczytałam o stronie Leny w komentarzach na xcomie, od razu się na nią udałam i bardzo bardzo mi się spodobała Mam nadzieję tylko, że nie popełniłam za dużo błędów w tym wpisie Zaintrygowało mnie, że na xcomie pojawił się ktoś niemieckojęzyczny Pozdrów Lenę ode mnie Wiesz, troszkę Ci zazdroszczę, że korespondujesz z kimś po niemiecku. Ja bym sobie chyba nie poradziła...No ale może kiedyś spróbuję. Żeby już całkowicie wyczerpać temat, dodam jeszcze, ze jakiś czas temu zapisałam się na niemieckie forum dotyczace młodzieżowych seriali, w tym Roswell. Ale nie umywa się ono do naszego Jak dotąd moim "sukcesem" jest bodajże 1 post Ale tłumaczę to tym, że nie mam czasu tam zaglądać. Jak ktoś ciekawy adresu, to proszę:
[url]http:\\www.fan-forum.de[/url]
Ale ostrzegam, że o Roswell tam niewiele sobie przeczytacie.
Może Setka, zaprosiłbyś Lenę na nasze forum? Tutaj zaglądam o wiele częściej, prawie codziennie... więc łatwiej by mi było skrobnąć coś tutaj. Jest już pokoik po angielsku, więc miło by było mieć jakiś topic dla entuzjastów niemieckiego A i ja mogłabym trochę przypomnieć sobie ten jezyk, bo od nowego roku nie chodzę już na kursy A ćwiczyć trzeba, żeby nie zapomnieć Co Ty na to? Co reszta na to? (chyba nas nie zlinczują, bo tu spora grupka anty-niemiecka się utworzyła swego czasu…:wink:)

PS2. Widzę, że w tych wspomnieniach że 100dniówki odosobniona nie jestem…Nie powiem, ulżyło mi Wywołałam wreszcie swoje zdjęcia, ale z zaprezentowaniem ich Wam (jeszcze się namyślę, czy to zrobić) poczekam aż dostanę do łapki photki zrobione przez profesjonalistów;) Zawczasu powiem tylko, że próżne Wasze nadzieje, że mnie na tych zdjęciach zobaczycie (o ile uda mi się jakoś je tutaj zamieścić- a do tego będę potrzebowała sprawdzić czy mój serwer działa ).

PS3. Renya, wielkie dzięki za radę – kazałam moth kupić całą skrzynkę “Kubusia” ,ale jak do tej pory dostałam tylko dwie butelki “Pysia” Widocznie zostałam źle zropzumiana . O, przepraszam, butelki były cztery, ale moja siostra bezwstydnie sobie dwie przywłaszczyła…
Data: Cz lut 12, 2004 5:04 pm
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 78
Wyświetleń 12958

Zobacz cały wątek

Na jakich zasadach pisze się pracę z kultury języka?
Data: Sob Paź 06, 2007 7:59 pm
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 9
Wyświetleń 1279

Zobacz cały wątek

Cytat:
No trochę jestem przerażony tym co piszesz. Na szczęście nie wszyscy tak potocznie rozumieją sprawy państwa i kultury. Nie obraź się lecz to co napisałeś jest jakby pozbawione historycznej wiedzy. Bez historii nie ma narodów. A Rosjanie jednak historię mają.

Cytat:
To że przejęli jakąś schedę po Bizancjum to dla mnie żaden powód do ujmy. Zdaj sobie sprawę z wilkości bizantyjskiej kultury, chćby języka czy budowli. Tak po prawdzie jest czego Rosjanom zazdrośćić. W tym względzie. Mylisz się tutaj pisząc że my jako Słowianie (choć na pewno zachodni) nie mamy z kulturą bizantyjską nic wspólnego. To są fakty. To jest Państwo Wielkomorawskie z misją Cyryla i Metodego w 9 wieku .

Cytat:
No dla mnie to że Rosjanie mieszkają na kontynencie azjatyckim jest raczej powodem do zazdrości. Azja (z szacunkiem do kolegów z tego forum) to kraj moich marzeń, chęci do podrózy, zobaczenia tego jakże innego , oryginalnego świata. Pewno że można Rosjan porównywać do Mongołów.



Dla mnie Azja to również fascynujący kontynent i nie starałem się pisać nic złego pod adresem azjatów.

Myślę, że się nie zrozumieliśmy. Mnie nie chodzi o to, że nie mamy historycznych powiązań z Rosjanami, czy mamy totalnie różne języki, bo tak nie jest. Moja wypowiedź odnosiła sie do spostrzeżenia tylko, że my Polacy jesteśmy bliżej kultury "pochodzącej" z Rzymu i on jest kierunkiem importu kultury i mysli w stosunku dla nas bardziej niż nasi wschodni sąsiedzi. Nie chcę się wdawać zresztą w jakies dysputy historyczne. W wypowiedzi starałem się przede wszystki skoncentrować bardziej na obecnych czasach. Nik chyba nie zaprzeczy, że to co przeciętny Rosjanin i Polak ma w głowie to dwie rózne rzeczy. My mamy inaczej ukształtowaną myśl społeczna, polityczną, ekonomiczną i bardziej wzorujemy sie na krajach tj. Anglia, Francja, Niemcy itp. Jesteśmy historycznie powiązani z Rosją i innymi krajami wschodu, ale mentalnie już bliżej nam do Hiszpanów niż do Rosjan. Mamy różne poglądy na demokrację, historię, prawa człowieka, ustrój społeczny generalnie itp. Dla mnie są te różnice dostrzeglane gołym okiem. Najzwyczajniej uważam, że mentalnie bliżej nam do niektórych krajów zachodnich. Być może nigdy nie pogodzimy się z Niemcami, ale w dyskusji na temat demokracji prędzej z Niemcem dojdziesz do porozumienia niż z Rosjaninem. My się de facto mentalnie różnimy, a moja tezą jest to, że bardziej się mentalnie różnimy od Rosja niż np. od takich Hiszpanów i w tej wypowiedzi koncentruję się nie na języku wschodniosłowiańskim, ale jak najbardziej no obecnej polityce, ekonomii, prądom kulturalnym itp. Kraje wschodu są ciekawe, ale to nie znaczy, że nam wcale tak do nich blisko. Gdyby było tak blisko to zarówno Rosja jak i Ukraina oraz Białoruś byłaby w UE, a przynajmniej bliżej z nią związane a tak po prostu nie jest. To jest dla mnie wyznacznik umiejscowienia Polski w świecie.

Nie lekceważę tamtej kultury, ale też nie powiem, że jest nam aż tak do nich blisko.
Data: Pon 09 Cze, 2008 23:16
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 109
Wyświetleń 14973

Zobacz cały wątek

ktoś mi powie czy jutro jest koło z kultury języka u dra Skawińskiego? bo ja mało zorientowany chop jezdem
Data: Nie Sty 06, 2008 4:21 pm
 
Wątek: Zobacz temat
Wyświetleń 437

Zobacz cały wątek

Znacie jakieś gazety o słabej korekcie? Potrzebuję materiałów do napisania pracy z kultury języka.
Data: Nie Sty 06, 2008 8:16 pm
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 10
Wyświetleń 1283

Zobacz cały wątek

Cytat:
Szkoda że nie wiem jak masz na imię?

Cytat:
Jednak w poprzedniej wypowiedzi...przeczytaj dokładnie, byłeś trochę innego zdania, hmmm.

Cytat:
Tak w ogóle to zmieniasz, zmieniamy temat. Było Ruś Kijowska.

Cytat:
Mam wrażenie, iż jesteś pod wpływem "nowej bo to nie grecka tylko jakaś polityczna odmiana ostatnich 200 lat" demokracji UE. Do tego właściwie zmierzasz. Skończyliśmy z komunizmem i to dobrze. Lecz za rusz owa UE demokracja nie przypomina tej greckiej, wyniosłej i kulturalnie rozwiniętej. Ja się nie trzymam UE, przymykam oczy czytając sobie o greckich polis.

Cytat:
Nie da się pominąć nawiązań historycznych. Jak chcesz tego uniknąć chcąc mówić o tym jakie Polska ma odniesienia kulturowe? No mnie nie przekonałeś (z wyjątkiem zgody co do dwóch tez postawionych wyżej) ze swoim zdaniem o podobieństwach kultury z któej czerpiemy i do kogo nam bliżej.

Cytat:
Przypomnij sobie że na szczęście ludzie przed wyborami do UE mieli wolny wybór (jednak oblicze demokracji - lecz wymagamy chyba więcej) i była też rozmowa o tym czy Polska należy do Europy wschodniej czy jest państwem środkowoeuropejskim. I właśnie takim jest. Jest środkiem Europy. Lecz panowie politycy (którzy moim zdaniem nie mają żadnej klasy jak chociażby przedwojenny Beck) widząc pieniążki stwierdzili że Polska jest krajem zachodnioeuropejskim.

Cytat: Mnie tam w Polsce niczego nie brakuje (może czasami tęsknię za polskimi wyrobami, za polskim przemysłem jak np. polskie komputery typu Bosman czy Elwro było z tym kupa zabawy a przede wszystkim rodzime) - czy my nie umiemy czekać, czy to że Tonsil wytwarzał dobry sprzęt było złe.

Cytat:
Po co mamy robić coś na pokaz, coś dla kogoś lub gonić światowe normy. Bądźmy zadowoleni z własnej wytwórczości. Ja nie chcę przynależeć do zachodniej kultury bo się nie czuję, duszę się i czegoś mi brakuje, może języka, może przyjaźni jaka panowała w latach 80-tych między pokrewnymi sobie państwami. Oczywiście bez obłudy i komunistycznego zakłamania.

Cytat:
Kończąc wspominam Polską wielką, Polskę od morza do morza, sarmacką i takżę Polskę Długosza. Czy Jan Długosz na dworze Jagiellończyków w swoich kronikach pisał kiedykolwiek o tym że Hiszpanie czy Anglicy są naszymi braćmi? Pomyśl tylko, zahaczał, mówiąc jak to jest dla nas groźne o domy Habsburgów, wcześniej Luksemburgów. Wszak o nas Polakach mówią Piastowie i czy spuścizna nie ma innego kierunku, innego pochodzenia? Przecież te domy jeszcze współcześnie wykańczały nasz kraj, dziś mamy się z nimi sprzymierzać. Habsburgowie wykończyli nas rozbiorami. Pewno że przyjaźń z Anglią może być nową historią lecz jakie będą skutki, kto to może przewidzieć.

Cytat:
Ja opierałbym się na Czechach, Litwie. Właśnie te małe kraje, w nich mnóstwo przyjaciół. Nie gońmy za szybko.



Ja popieram siebie i Polskę. Z Litwą i Czechami mamy wspólne interesy. Zresztą i Litwini i Czesi mają nam za złe nieźle pewne sprawy. Tak poza tym popierasz Litwę czyli co konkretnie? Dzisiejsza Litwa to była żmudź. Natomiast Wielkie Księstwo Litewskie to już bardziej Białoruś. Z obecnymi Litwinami nie mamy wcale tak dużo wspólnego.
Data: Wto 10 Cze, 2008 09:50
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 109
Wyświetleń 14973

Zobacz cały wątek

Cytat: I temat bezwzględności seksualnej kobiet, które potrafią traktować mężczyznę jak klucz do popularności/podniesienia statusu społecznego.
Czy tu chodzi o zwykły żart, który robi z ludzi maszynki seksualne, bezwzględnych karierowiczów, tudzież ciamajdy i nic więcej?

Cytat: Ale patrząc na przytłaczającą ilość mężczyzn myślę że jednak tak, a ten film mimo, że napisany przez mężczyzn i zagrany w wielkiej mierze przez mężczyn jest poprostu śmieszny dla kobiet - ponieważ to one śmieją się z na tym filmie najbardziej.
Dlaczego?
Bo może mężczyźni mają jednak coś z szympansa?*

Cytat: moim zdaniem jedna z lepszych polskich komedii...

Generalnie na filmie zdrowo się uśmiałam i bynajmniej nie uważam, że teksty były "niskopoziomowe" /choć trochę więcej kultury języka na pewno by nie zaszkodziło /

Cytat: Ja też widziałam i wiecie co? Chyba za bardzo nastawiłam sie na ten film, bo owszem - pośmiałam się, ale nie zanosiłam się ze śmiechu, a chyba na to liczyłam
Jednak i tak polecam



Dziewczyny, jakim cudem ten film mógł Was bawić?! Czy naprawdę było dla Was przyjemne wysłuchiwanie wulgarnych, prymitywnych i seksistowskich żartów, które obrażają i odzierają z godności kobiety (sprowadzając ich rolę do obiektu seksualnego, w dodatku pozbawionego jakichkolwiek uczuć i wyższych aspiracji)?

Czy podoba Wam sie stereotypizacja roli kobiety? Zwróćcie uwagę - kiedy kucharz okazał się niezdolny do pracy, twórcom filmu wydało się oczywiste, że to właśnie kelnerka, a nie kelner ma się zająć gotowaniem, mimo że tak jak on (kelner) nie ma do tego żadnych kwalifikacji (pomijam tłumaczenie "bo to kobieta jest od garów")ani nie jest w żaden sposób zobligowana do podjęcia się dodatkowej pracy, za która nie dostanie wynagrodzenia. Ponadto gdy ona siedzi w kuchni, on radośnie upija się z gośćmi (co bynajmniej nie jest jego pracą ). Do tego sam upoważnia się do wydawania poleceń swojej koleżance z pracy, pokrzykiwania na nią i naśmiewania się z tego, że to ona haruje, a on się dobrze bawi (i to jest kolejny absurd, bo oficjanie zajmują takie samo stanowisko). Czy zgadzacie się na taki wizerunek kobiety stłamszonej, niezdolnej do samodzielnego działania? I pewnie nie zwróciłyście nawet na to uwagi... Ten wzór jest wdrukowany w naszą świadomośc (i odbija się w zachowaniu) przez kulturę, która wydaje się być uniwersalną, ale w swoim rdzeniu jest stricte męska i oparta na poddaństwie kobiet - ustanowieniu ich w hierarchii niżej od mężczyzn. Od takiego "uniwersalnego" i "niewinnego" śmiechu blisko jest do obrzydliwego chichotu Leppera, który publicznie mówi, że nie można zgwałcić prostytutki (bo "kobieta to ku*wa", pamiętacie?) albo do tłumaczeń gwałciciela, że kobieta sama go sprowokowała.

Uważacie, że przesadzam? Zastanówcie się nad tym chwilę, a potem śmiejcie sie dalej. Tylko nie dziwcie się, kiedy same odczujecie, że Wasz głos i Wasze zdanie jest ignorowane i deprecjonowane tylko dlatego, ze jesteście kobietami.
Data: 15-04-2007, 12:31
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 22
Wyświetleń 4372

Zobacz cały wątek

tak naprawde to dzisiaj niezamierzałem się tu udzielać, ponieważ czasu zbytnio niemam, ale gdy to zobaczyłem poprostu niewytrzymałem - chodzi mi o jedne konkretne zdanie...

Znow _narod_! Co to jest ten "narod"???
Panstwo - rozumiem, ale "narodowosc"?



naród - trwała wspólnota ludzka wytworzona na podstawie wspólnoty losów historycznych, kultury, języka, terytorium i życia ekonomicznego, przejawiająca się w świadomości narodowej jej członków.

"naród" - to niewiem

państwo - wow! rozumiesz...

narodowość - przynależność do danego narodu

"narodowość" - równierz niewiem

Pomijajac fakt, ze nacjonalizm ("ukryty socjalizm" za Lordem Actonem) byl przyczyna kilku spektakularnych klesk, to tak naprawde nie wniosl nic nowego do naszej cywilizacji. Skad takie Twoje upodobanie w przynaleznosci do stada?

nacjonalizm - aktywniejsza forma patriotyzmu

I znów pokazujesz mi jakim to jesteś ignorantem... owszem był przyczyną kilku spektakularnych klęsk, chociaż, gdyby się zastanowić można by tu wymienić tylko drugą wojne światową. Z pierwszą sprawa niejest taka łatwa... nie tylko dość nacjonalistycznie nastawione Cesarstwo Niemiecke pragneło wojny, więc czy przyczyna tkwi w nacjonaliźmie? ...ale nie o tym dyskutujemy. Spójrz na historie XIX w. Nacjonalizm niemiecki był jedną z przyczyn klęski Napoleona, podobnie jak podobne nastroje wśród innych narodów. Zjednoczenie Niemiec i wygrana wojna z Francją to dość spektakularny sukces nacjonalizmu Niemieckiego. W dzisiejszych czasach "nacjonalizm" ma dość negatywny oddzwięk, być moze dlatego nieużywa się go w stosunku do Polskich działaczy niepodległościowych: Adam Jerzy Czartoryski, Karol Libelt, Adam Miczkewicz - moze ich walka nieodniosła sukcesu, ale miała duże znaczenie. Zjednoczenie Włoch oraz walka o niepodległość Stanów Zjednoczonych. A dziś? przykłem takiego spektkularnego zwycięstwa nacjonalizmu jest niepodległość Ukrainy, która koniec końców stała się państwem większym i ludniejszym od Polski - niewspominając o broni atomowej. Może spróbuj dojrzeć gdzie zupełny brak jakichkolwiek uczuć narodowych był przyczyną spektakularnych klęsk? Skąd zamiłowanie do takich lewackich poglądów u Ciebie?

Czy ew. atak II RP na Niemcy w 1935 bylby wojna agresywna (czyli sugerujesz - zbrodnia)? Bylby. QED DDD



W świetle zaprezentowanych przez Ciebie przyczyn, a raczej ich braku zapewne byłby zbrodnią, a gdyby polscy żołnierze obchodzili się z niemiecką ludnośćią tak samo jak niemieccy z polską to byłby to jeszcze większą zbrodnią... a co?

Wojna jest zjawiskiem socjologicznym wymykajacym sie opisowi. Nalezy zalozyc ze bedzie ona towarzyszyc Czlowiekowi zawsze. Stad stwierdzenia, iz jest zbrodnia sa ...eee ... jalowe?



Morderstwa, przestępczość w jakiejkolwiek formie będzie towarzyszyć człowiekowi zawsze, stąd twierdzenia, że to są przestępstwa, a nawet zbrodne są... jałowe? Zastosowalem ten sam tok myślenia. Co więcej niewysuwaj od razu takich wniosków, że zawsze... to tylko ukazuje Twój brak wyobraźni. Kryształowa kula?

Kazdy Niemiec zabity amerykanska bomba to esesman, howgh!



czy mógłbyś uprzejmie przeczytać od czego zaczeła się dyskusja? wydaje mi się, że chodziło o "zgubienie" prawie tysiąca niemieckich jeńców ( prawdopodbnie ss-manów ) przez polskich żołnierzy, a nie amerykańskie bomby.

A Ty znow z ta zbrodniczoscia wojny....
Prawo wojenne istnieje. Nawet tak sie nazywa po angielsku


już zaprezentowałem swoje zdanie na temat "przepisów prawnych dotyczących postępowanie podczas przestępstwa".
Data: Śr 28 sty, 2004 13:56
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 67
Wyświetleń 3271

Zobacz cały wątek

Temat jest rzeczywiście ciekawy i bardzo złożony. To mój ulubiony temat i nie mogę nie zabrać głosu w dyskusji. Jestem jednak w kropce. Nie sposób bowiem zreferować wszystkiego w jednym poście. Sam pisałem na ten temat przez pół pracy magisterskiej.

Postaram się jednak wyłuszczyć tu najważniejsze kwestie (gdyby coś było niejasne, chętnie odpowiem na pytania). Najważniejszą kwestią wydaje się tu zagadnienie wpływu języka na postrzeganie świata (zajmuje się tym lingwistyka kognitywna i szerzej kognitywistyka). Zacząć należy od zwrócenia uwagi na zjawisko tzw. kategoryzacji świata (podziału na kategorie). Każdy obiekt dostępny w otoczeniu człowieka (a także każdy stan emocjonalny i szerzej pojęcia abstrakcyjne) należy do określonej kategorii (mebel z blatem i nogami należy do kategorii stołów itp.). Obiekty identyfikujemy z określonymi kategoriami za pomocą ich dostrzegalnych cech. Ponieważ jednak nie ma dwóch jednakowych obiektów, istotnym spotrzeżeniem jest, że spośród wszystkich zauważalnych cech danego obiektu wybieramy ich ograniczoną ilość, wspólną wszystkim obiektom danej kategorii. I tak, żeby rozpoznać stół jako stół wybieramy cechę posiadania pionowych nóg (lub nogi) i poziomego blatu, a ignorujemy np. cechę koloru. Tak więc posiadanie nóg i blatu to tzw. kryterialne cechy semantyczne lub cechy semantyczne pierwszej strefy konotacyjnej znaczenia wyrazu stół i służą one do odróżniania obiektów będących stołem (rozpoznawania ich jako reprezentantów kategorii stołu) od obiektów, które stołem nie są. Wybór jednych cech przedmiotów i odrzucenie drugich oraz oparty na tym podział świata na kategorie uważa się za jedną z zasad ludzkiego myślenia. Jedna kategoria może być względem drugiej nadrzędna, podrzędna lub się z nią zazębiać. Kategoria stołów jest np. podkategorią kategorii mebli (definiowanej za pomocą swoich cech semantycznych). Wszystkie kategorie tworzą więc swoistą taksonomię świata i determinują w ten sposób jego postrzeganie*.

Problem zaczyna się w momencie, gdy uzmysłowimy sobie, że owe kategorie, a co za tym idzie i taksonomia świata, są różne w różnych językach. U niektórych indiańskich szczepów nie ma na przykład wyrazu na określenie papugi, ale tylko wyrazy na określenie jej gatunków. Indianie ci nie łączą ze sobą poszczególnych gatunków papug w jedną kategorię, tak jak my nie łączymy wróbla z orłem. A dla Europejczyka wszystkie te gatunki należą wśród ptaków do podkategorii papug. Taksonomia świata w różnych językach (a więc i kulturach!) może się od siebie niekiedy diametralnie różnić. Sposób podziału świata na kategorie (a więc i sposób myślenia) zależą zatem od języka i kultury (które są tu ze sobą nierozerwalnie złączone) danego człowieka. Tak więc człowiek uczy się myśleć, ucząc się danego języka i wyrastając w danej kulturze. Wrodzoną mamy więc nie tyle umiejętność myślenia, co umiejętność nauki myślenia.

Problem nauki języka obcego to osobna kwestia. Jest to w zasadzie zagadnienie akulturacji. Każdy człowiek może się nauczyć każdej innej kultury i każdego innego języka to tego stopnia, aby rozumiał i był rozumiany przez członków innej społeczności pomimo różnic w sposobach myślenia. Sądzę jednak, że zawsze będzie to dla niego dodatkowy, "obcy" sposób myślenia.

Jeszcze innym zagadnieniem jest tu zjawisko bilingwalizmu, czyli dwujęzyczności. Uważa się człowiek może posiadać dwa lub więcej języków ojczystych i moim zdaniem nabędzie wówczas umiejętność myślenia na różne sposoby, właściwe danym kulturom. Jednak w tej dziedzinie nie jestem ekspertem.

------------------
*) Szczególnie, że z każdą kategorią semantyczną związane są określone konotacje właściwe danej kulturze i danemu językowi.
Data: Wto 05 Wrz, 2006 18:46
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 39
Wyświetleń 12538

Zobacz cały wątek

Tym razem nie będzie nawet upomnienia za off-topy itp. - tylko dlatego, że szlifujemy regulamin. Kto ma się wstydzić - niech się wstydzi, brak samokrytyki niektórych "krzyczących" na działania administracji jest porażający, widoczny nawet z Marsa, ufoki śmieją się serdecznie

Aby naprowadzić temat na główny wątek, zapodaję fragmenty wywiadu z Dukajem zamieszczonego w "Tygodniku Powszechnym" 1-2/2009.

Nie boi się Pan pytań o patriotyzm? Już po "Xavrasie Wyżrynie" pojawiały się wypowiedzi typu: "jak można - polski terroryzm, zły Piłsudski, bez cudu nad Wisłą!"... W "Lodzie" niektórzy doszukują się czegoś podobnego: że Polski nie powinno być na mapach.
Dlaczego miałbym się bać? Przyznaję, że nie do końca rozumiem konwulsje emocjonalne dookoła pewnych faktów historycznych, te fenomeny uczuć narodowych - pewnie też dlatego tak mnie fascynują. Mam silne poczucie współ-tożsamości - nie przemawiają do mnie argumenty typu "nie miałem wpływu na miejsce urodzenia, więc nie mogę być dumny ani wstydzić się za Polskę". Otóż mogę, o tyle, o ile Polska, polskość konstytuuje moją osobowość. Czyli dość znacznie.
[...]
Cóż znaczy "polskość" w skali XXI, XXII wieku? Gospodarka globalna wyrównuje warunki konkurencji - skoro kapitał, produkcja i technologie przepływają tam, gdzie jest lepsza infrastruktura, lepszy system prawny, niższe podatki, tańsza siła robocza itd., to w skończonym czasie, podpatrując i kopiując, doprowadzimy do sytuacji, gdzie materialne i prawne przewagi zanikną, a przynajmniej zmniejszą się do poziomu drobnych, sezonowych fluktacji. [...] Kiedy już pieniądz, bezpieczeństwo, praca fizyczna, informacja, energia i surowce będą tak samo tanie w każdym miejscu na Ziemi, co zadecyduje o sukcesie danego kraju? To co niematerialne: myśli, idee w głowach jego mieszkańców. [...] Konkurencja gospodarcza przeniesie się na poziom kultury, języka, mentalności. Przewagą może się okazać coś tak nieuchwytnego jak "duch narodu". Czy istnieją takie nierówności wpisane w matrycę kulturową, religijną, etniczną, genetyczną, demograficzną danych krajów, które nieuchronnie postawią je na z góry straconej pozycji? Np. kraje islamskie nie są w stanie konkurować, wykluczając z wolnego rynku połowę swojego potencjału ludzkiego, czyli kobiety - albo więc zadecydują, że ich tożsamość nie jest definiowalna przez taki status kobiet, albo pójdą na dno razem ze swoją tożsamością. To już dzisiaj - a do jakich subtelności kulturowych zejdzie rozgrywka gospodarcza za lat 50, 100?
Czy będziemy zdolni do dynamicznego redefiniowania polskości?

[Fragmenty z dłuższej wypowiedzi o duszy, wierze i transhumanizmie
Czy technologie (genetyczne, informatyczne, neurologiczne) wyjmujące człowieka spod władzy przyrody i oddające go w całości w jego własne ręce wejdą do użytku za lat 20, 50 czy 100 - to nie robi większej różnicy; ważna jest sama możliwość owej ewolucji. Nie ma też znaczenia, czy to się komuś podoba, czy nie - nie można zadekretować takich czy innych trendów technologicznych [...].
Otóż w kulturze transhumanistycznej de facto żyjemy już dzisiaj. Kultura potrafi wyprzedzić przemiany cywilizacyjne, wyprzedzić je. Np. rodzaj "socjobiologicznej depresji", błędnie utożsamianej z klasycznym (wyteoretyzowanym nihilizmem) [...] mam właśnie za sygnał zapowiadający owo poczucie pustki, nieuchronnie towarzyszące przejściu od kultury człowieka zdeterminowanego przez naturę do kultury człowieka zdeterminowanego wyłącznie przez kulturę.

Więcej już nie przepisuję, zapraszam do lektury całości, fajowa jest.
Data: 2009-01-12, 18:42
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 59
Wyświetleń 934

Zobacz cały wątek

Cytat:
Zróżnicowanie [...]jest tak duże, że trudno jest znaleźć takie "dziwactwo", które byłoby nieznane nigdzie :)


Używając słowa "dziwactwo" miałam na myśli deprecjonujące podejście wielu "specjalistów" do języka migowego... Dostrzegajac różnice widzą "upośledzenie" ...
Cytat:
każdy z nich (klasyfikatorów) jest genetycznie rzeczownikiem i zachowuje, przynajmniej szczątkowo znaczenie rzeczownikowe.


a w PJM okazjue sie że nie tylko rzeczownik.. czasownik również.. (jak już pisałam -czasownik z określeniem przyimkowym)
Cytat:
ale nic mi nie wiadomo o przymiotniku..

Cytat:
Co do świetnego przykładu indonezyjskiego (naprawdę super! :) )-

Cytat:
Nie jest też przyjęte stosowanie złożeń klasyfikator + znaczenie (w Twoim przykładzie to nauczyciel). Znaczenie pojawia się jednokrotnie przed klasyfikatorem i w późniejszej wypowiedzi w zasadzie pojawia się tylko klasyfiaktor..

Cytat:

- a także inaczej ukształtowane myślenie językowo-kulturowe (wiem, że językoznawcy umieliby bardziej precyzyjnie niż ja nazwać to zjawisko... )


Oj, nie umieliby :) Spór o wzajemne oddziaływanie języka i kultury stoi w miejscu. Tj. wszyscy zgadzają się, że jedno jakoś na drugie wpływa; ale w jakim stopniu i jak dokładnie - nie wiadomo :)
Chciałam zwrócić uwagę na to, jak myślenie uzewnętrznia się w języku – np. istnienie pewnych pojęć w danej kulturze odzwierciedla się w słowach, które nie są „przetłumaczalne” na żaden inny język (poza opisowym przybliżeniem).
Cytat:
Rodzaje śniegu dla Eskimosów to już wytarty przykład..

Cytat:
ale na przykład stopniowanie czasownika w japońskim (coś mi się obiło o uszy…)

Cytat:
czy pojęcie liczby w chińskim (ale nie znam szczegółów..)…

Cytat:
Pismo chińskie jest ideograficzne…



Tak, ale w bardzo małej części. W większości (ok. 80%) przypadków znaki zapisują nie pojęcia, ale konkretne wyrazy (a właściwie - morfemy). Część znaku wskazuje na znaczenie, inna część - na wymowę (więc właśnie zapisywany jest konkretny wyraz, tak a nie inaczej wymawiany).

Np. twój przykład z "domem" (ten znak czyta się 'fang2')

ten 'daszek' znaczy 'drzwi; domostwo' i czyta się 'hu3' - to komponent wyrażający wskazówkę co do znaczenia
to, co pod daszkiem znaczy 'kwadrat' a czyta się 'fang1' - to komponent wyrażający wskazówkę, co do wymowy całości (też 'fang' tylko z innym tonem)

Oczywiście są też znaki "rebusowe" (jak inny znak na "dom", wymawiany 'jia1' i składający się ze znaku 'świnia' pod znakiem 'dach' :)

Na razie tyle. W miarę możliwości postaram się ponadrabiać pozostałe zaległości dyskusyjne.
Data: Czw 07 Wrz, 2006 20:42
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 45
Wyświetleń 14029

Zobacz cały wątek

Cytat: 1.Ty nie czujesz tęsknoty za Bogiem.Ale nie zmienia to faktu,że miliony ludzi w ciągu historii czuło i czuje,więc nie możesz tego po prostu skreślić.

Cytat: Odpowiedz sobie na pytanie, czy i dlaczego oddałbyś życie za swojego brata. I czy takie poświęcenie to mądre i sensowne jest. Odpowiedzi "oddałbym, bo tak" chyba sam nie uznajesz... Pozostaje ci teoria ewolucji i oparcie się na pewnych biologicznych uwarunkowaniach. Ale zaraz... czy nie uważasz przypadkiem, że biologiczne uwarunkowania, na przykład takie skłaniające ludzi do szukania w życiu jakiejś "siły wyższej" są godne pożałowania?

Cytat: Trudno się nie zgodzić. Ale co to ma do rzeczy? Chcesz udowodnić, że Jezus jest niedorzeczny, bo ... większość tak uważa?



Jak jest:
w historii, a nawet w czasach współczesnych, żyło wielu różnych przywódców religijnych, podających się za synów Boga, pomazańców, wybrańców i tak dalej. Jezus jest tylko jednym z wielu, nawet w jego czasach było takich więcej.
Współcześnie też żyją i poza wąskim gronem swoich wyznawców (którzy uważają ich za wielkich duchowych nauczycieli, a nawet cudotwórców), są powszechnie uważani za wariatów i sekciarzy.

Teraz pytanie brzmi: czemu dla Jezusa jest robiony wyjątek? Czemu to właśnie on jest tym "prawdziwym" synem Boga robiącym "prawdziwe" cuda, a inni to wariaci?

Jak dla mnie odpowiedź jest prosta. Ponieważ, przypuszczalnie z czystego przypadku, postać Jezusa stała się centralnym punktem ideologii wielkiej organizacji politycznej, społecznej i religijnej, która trzęsła Europą przez setki lat i nadal zachowuje spore wpływy - Kościoła. Nowa cywilizacja europejska, zbudowana po upadku Imperium Rzymskiego, została oparta na chrześcijaństwie.
Oczywiście tylko my w Europie, bo na Bliskim Wschodzie na przykład zdecydowana większość teistów święcie wierzy, że Jezus był co najwyżej prorokiem, ale na pewno nie synem Boga.
Wiara w Jezusa jest elementem kultury, na której wyrosła nasza cywilizacja, ale wcale nie jest to dowodem na to, że istotnie naprawdę się on jakoś szczególnie różnił od innych synów Bożych.

Biblia niestety nie może być dowodem w tej sprawie. Nie możemy jej potraktować jako wiarygodnego zapisu nauczania Jezusa. Ewangelie zostały spisane wiele lat po jego śmierci, ich autorzy nie są znani i prawdopodobnie nie byli świadkami opisywanych przez siebie wydarzeń (nawet Kościół to przyznaje), były redagowane i tłumaczone z jednego języka na drugi... jak tu może istnieć wiarygodny przekaz?
Być może nawet, nauczanie Jezusa pierwotnie mogło wcale nie mieć takiego uniwersalnego wymiaru, jak współcześnie się uważa. Nowy Testament nie był jednak ułożony dla Żydów, tylko dla wielu różnych nacji i prawdopodobne jest, że dopiero wtedy nadano słowom Jezusa uniwersalnego wymiaru. Z przyczyn poltiycznych, dla wprowadzenia i spopularyzowania nowej religii.
Kto wie, czy Jezus gdyby dzisiaj przyszedł, nie byłby conajmniej poirytowany biblijnym "świadectwem" jakie o nim jest spopularyzowane... ale tego się raczej nie dowiemy. Bo jeśli przyjdzie, to będzie znaczyło, że ewangelie jednak mówią prawdę.
Data: Pon Gru 29, 2008 22:58
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 139
Wyświetleń 3291

Zobacz cały wątek

troszkę kultury języka nawet na hydepark'u

a tak apropo - są wycieraczki
Data: 2006-09-04, 20:32
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 15
Wyświetleń 3574

Zobacz cały wątek

Cytat: Zróżnicowanie [...]jest tak duże, że trudno jest znaleźć takie "dziwactwo", które byłoby nieznane nigdzie :)

Cytat: Wydaje mi się (pewien nie jestem) że w niektórych chińskich możliwe jest użycie 'quasi-zaimkowe', tj. wprowadzamy słowo razem z klasyfikatorem, a potem używamy już samego klasyfikatora.

Cytat: każdy z nich (klasyfikatorów) jest genetycznie rzeczownikiem i zachowuje, przynajmniej szczątkowo znaczenie rzeczownikowe.

Cytat: zanik 'wyspecjalizowanych' klasyfikatorów (najpierw stają się fakultatywne, potem wychodzą z użycia)

Cytat: ...językach z lepiej rozwiniętymi systemami klasyfikatorów..

Cytat: Oczywiście, w PJM (i innych migowych) pewnie znajdą się zjawiska niemające odpowiedników fonicznych, ale to już konsekwencja różnic medium. Np. z tego co wiem znaki ASL (więc PJM pewnie też) są wieloelementowe (układ dłoni; miejsce wykonywania; kierunek ruchu; intensywność ruchu; towarzysząca mimika etc.) - chyba trudno znaleźć jakiś dobry foniczny ekwiwalent tej wieloelementowości (może intonacja?)

Cytat: Aha, jeszcze jedna uwaga - we wszystkich znanych mi przykładach podkreśla się, że obecność klasyfikatorów wiąże się albo z nieobecnością, albo z ograniczonym użyciem morfologicznej liczby mnogiej.

Cytat:
- a także inaczej ukształtowane myślenie językowo-kulturowe (wiem, że językoznawcy umieliby bardziej precyzyjnie niż ja nazwać to zjawisko... )


Oj, nie umieliby :) Spór o wzajemne oddziaływanie języka i kultury stoi w miejscu. Tj. wszyscy zgadzają się, że jedno jakoś na drugie wpływa; ale w jakim stopniu i jak dokładnie - nie wiadomo :)
Cytat:
Szukałem trochę w sieci, i znalazłem informację, że Szwedzki migany pochodzi z innego źródła niż wszystkie pozostałe migane, więc może ze szwedzkim migowym jest podobnie?


Hm.. muszę poszperać… Z tego co wiem, to migany jest ściśle warunkowany gramatyką języka narodowego… tych sztucznych sposobów „naciągania” naturalnych języków migowych było wiele..
Co do migowego – każdy naturalny migowy ulega pewnym wpływom narodowych języków..
O ile foniczne szwedzki i polski różnią się bardzo – w migowych również tej różnicy można się dopatrywać (choć w znacznie mniejszym stopniu).
No – i to warunkowanie myślenia poprzez język…
Stąd moim zdaniem większe trudności dla użytkowników np. PJM w zrozumieniu szwedzkiego…

A co do chińskiej „pisemnej” ciekawostki – tak, też o tym słyszałam :)
W odniesieniu do niesłyszących ma to moim zdaniem jeszcze i inne wytłumaczenie:
Pismo chińskie jest ideograficzne… język migowy jest ideograficzny… Łatwiej zatem (być może) jest nauczyć się kodyfikować chiński migowy w chińskim pisemnym i dzięki temu niesłyszący Chińczycy lepiej radzą sobie z czytaniem…
Niesłyszącym Polakom trudno jest nauczyć się polskiego pisanego języka, ponieważ opiera się on na fonetyce (nieprzystępnej dla niesłyszących). Pismo kodyfikuje (z grubsza biorąc) brzmienie języka… Zapis języka polskiego nie ma nic wspólnego z ideograficznością języka migowego.
(He he… do jakich wniosków może to doprowadzić?? )

Dlatego też signwriting jest systemem pisemnego kodowania języka podlegającym zasadom ikoniczności wtórnej… Znak signwritingu nie jest ideografem, a raczej ikoną układu artykulatorów. Dla niesłyszących jest to stosunkowo czytelny zapis, choć niestety trudniejszy w ręcznym wykonaniu niż nawet pisanie po chińsku.. Choć są i tacy, co twierdzą przeciwnie…- zapaleńcy wskazują, że przy dzisiejszych środkach technicznych w ogóle nie musimy odnosić się do pisma ręcznego…

Hm.. cóż.. na pewno i w tym jest ziarenko prawdy….
Data: Czw 07 Wrz, 2006 20:36
 
Wątek: Zobacz temat
Odpowiedzi: 45
Wyświetleń 14029